Wiosenne poruszenie :)

Ostatnio coraz mocniej przygrzewa słońce i chyba wiosna zawitała na dobre. Moje cytrusy w końcu wyraźnie zaczęły dawać oznaki wiosennego pobudzenia, bo niektóre z nich zaczęły wypuszczać nowe przyrosty a te najbardziej osłabione przestały chorować i mam nadzieję, że zbierają siły.

Robiąc pozimowy remanent stwierdzam, że straciłam tej zimy:

Mandarynkę z OBI, jedną z fig od koleżanki Krysi i limonellę.

Prawie bym straciła:

Limę kaffir, finger limettę, mandarynkę klementynkę od koleżanki Teresy, cytrona i oliwkę ? czyli bardzo ważne egzemplarze z mojej kolekcji.

Jedną z przyczyn pogorszenia stanu zdrowotnego było na pewno zastosowanie przeze mnie tabletek do zwalczania tzw. nieproszonych gości.  Być może na inne rośliny środek ten działa doskonale ale na moje cytrusy zadziałał szkodliwie. W bardzo krótkim czasie od włożenia tabletek do ziemi rośliny zaczęły niedomagać, tracić liście i całe gałązki zaczęły usychać.  Tak więc mimo szczerych chęci i finansowego poświęcenia (tabletki są dosyć drogie) prawie pożegnałam się ze swoimi okazami.  Chyba napiszę do producenta by zamieszczał informacje na etykiecie, że produkt ten nie jest przeznaczony dla cytrusów. W zeszłym tygodniu przesadziłam rośliny do nowej ziemi. Na razie ich stan nie pogarsza się a nawet zaczynają odbudowywać straty, więc to już sukces. W każdym razie już nigdy nie wsadzę żadnej pałeczki owadobójczej do doniczki i wszystkich opiekunów roślin cytrusowych ostrzegam. Tymczasem pokazuję zdjęcia moich roślinek: przed zimą i po zimie, które wymagają szczególnej opieki w tym okresie.

Zimowe owocobranie

Siedzę sobie w cieplutkim mieszkaniu w zimowy wieczór popijając napar z imbiru z dodatkiem własnej cytryny. Imbir łagodzi przeziębienie a własna cytrynka potęguje jego pozytywne działanie. W tym roku nie mam dużych zbiorów bo udało mi się wyhodować jeden owoc cytrona, jedną cytrynę i cztery limonelle. Druga cytryna, która jeszcze trzymała się na gałęzi zaczęła gnić więc została wyrzucona.  Obecnie tylko cytron jeszcze czeka na konsumpcję, został ostatni bo był największy i najładniejszy i szkoda mi go pokroić. Cytrona musiałam sama zerwać z bólem serca w obawie o życie rośliny  ponieważ z drzewka opadły wszystkie liście. Na szczęście gałązki nie zaczęły czernieć i obecnie obserwuję wzrost malutkich listeczków z uśpionych oczek. Mam nadzieję, że drzewko ładnie się rozgałęzi i ?pójdzie? w masę liściową by w przyszłym roku znowu obdarować mnie swoim owocem.

Tak rozwijał się cytron przez ostatni rok. Od kwiatka do owocu oraz pozostałe skarby.

Jesienne przyjemności

 Dzisiaj była w miarę dobra pogoda na prace balkonowe. Nie było za zimno i spokojnie można było pogrzebać w donicach  bez nabawienia się kataru. Ubrana w ciepły polar dosyć szybko obskoczyłam swoje dwa balkony. A co miałam do roboty? Otóż:

  1. Wnieść do domu jeszcze przebywające na  dworze bugenwillę, figę i oliwkę
  2. Wykopać przekwitnięte rośliny
  3. Wykopać bulwy begonii
  4. Przesadzić różę
  5. Posadzić cebulki wiosennych kwiatów
  6. Zebrać jagody goi

To co zamierzałam zrobić udało mi się w 100%. Bardzo się cieszę, że w końcu znalazłam czas na posadzenie cebulek. Jakiś czas temu kupiłam czosnki żółte i fioletowe, szafirki, narcyzy i tulipany. Obsadziłam nimi donice na obydwu balkonach i donicę z drzewkiem nashi. Ciekawe czy cebulki przetrwają zimę i jaki będzie efekt tego sadzenia. W każdym razie jak coś wyrośnie na wiosnę to powrócę do tematu. Ale zanim wkopałam cebulowe to musiałam wykopać begonie. Szkoda było mi trochę, ponieważ niektóre jeszcze kwitły. Chcąc zachować bulwy na przyszły rok trzeba było wykazać się zdecydowaniem i szybkim ruchem łopatki uciachać zielone części a bulwy odstawić do wyschnięcia. W przyszłym roku posadzę je wszystkie razem w skrzynkach balkonowych. Mają pełne kwiaty więc będą ładnie zdobiły mój mniejszy balkon.

Punkt czwarty mojej listy zadań to przesadzenie róży. W tym roku wyleczyłam się całkowicie z chęci posiadania róży. Ta, którą kupiłam nawet ładnie rosła ale za bardzo przyciągała mszyce i przędziorki. Częste opryski niszczyły liście powojników więc postanowiłam, że róża będzie stała sobie w oddzielnej donicy w drugim kącie balkonu. Tak też się stało. Miałam trudności z wyciągnięciem jej z ziemi bo korzenie trochę się rozrosły ale przynajmniej teraz powojniki będą miały więcej miejsca. Muszę zaopatrzyć się w agrowłókninę by zabezpieczyć różę na zimę bo mimo, że nie polubiłam jej za bardzo  to szkoda by zmarzła. Zresztą powinnam także pomyśleć nad zabezpieczeniem mojej jagody amerykańskiej bo jest posadzona w plastikowej donicy, która zapewne nie uchroni korzeni przed mrozem.

Ostatni punkt moich prac ogrodniczych to owocobranie. Dzisiaj pozrywałam jagody goi, które od kilku tygodni zdobiły krzaczek. Wszystkie liście już opadły i pozostały same czerwone kuleczki. Ale o moich krzaczkach goi napiszę później jak ususzę moje zbiory.

Poza tym dojrzałam w gąszczu kobei jeszcze kwitnący fioletowy powojnik a i kobea nie pozostała gorsza i też pokazała kwiatek w całej okazałości ? to ostatnie wspomnienie lata. Natomiast do zimy przygotowuje się drzewko nashi i winobluszcz pięcioklapowy, który ukorzeniłam w tym roku. Wystarczyły tylko trzy dni by liście przybrały jesienne barwy.

Bardzo przyjemnie i pożytecznie dzisiaj spędziłam czas na moich balkonach tym bardziej, że dodatkowo mogłam podziwiać pięknie wybarwione liście drzew, które rosną w pobliżu. Mimo, że mam ładne widoki za oknem to i tak jesieni nie lubię.  I to właśnie skusiło mnie, by trochę odczarować ten chłodny czas  i chociaż przez chwilę popracować z myślą o wiosennych rabatkach.