Zimowe owocobranie

Siedzę sobie w cieplutkim mieszkaniu w zimowy wieczór popijając napar z imbiru z dodatkiem własnej cytryny. Imbir łagodzi przeziębienie a własna cytrynka potęguje jego pozytywne działanie. W tym roku nie mam dużych zbiorów bo udało mi się wyhodować jeden owoc cytrona, jedną cytrynę i cztery limonelle. Druga cytryna, która jeszcze trzymała się na gałęzi zaczęła gnić więc została wyrzucona.  Obecnie tylko cytron jeszcze czeka na konsumpcję, został ostatni bo był największy i najładniejszy i szkoda mi go pokroić. Cytrona musiałam sama zerwać z bólem serca w obawie o życie rośliny  ponieważ z drzewka opadły wszystkie liście. Na szczęście gałązki nie zaczęły czernieć i obecnie obserwuję wzrost malutkich listeczków z uśpionych oczek. Mam nadzieję, że drzewko ładnie się rozgałęzi i „pójdzie” w masę liściową by w przyszłym roku znowu obdarować mnie swoim owocem.

Tak rozwijał się cytron przez ostatni rok. Od kwiatka do owocu oraz pozostałe skarby.

Zima zła

Rok temu o tej samej porze też leżał śnieg na dworze. Miałam cichą nadzieję, że zima już nie nadejdzie w tym roku.  Jedynym plusem jest to,  że dzień robi się coraz dłuższy a biel śniegu odbija światło słoneczne przez co cytrusy mają jaśniej. Jeszcze niedawno termometr zewnętrzny wskazywał w ciągu dnia plus 10 stopni, zrobiło się całkiem wiosennie i już zaczęłam planować sianie kwiatków jednorocznych. W pracy mam takie fajne słoneczne miejsce na poddaszu, gdzie mogłabym ustawić szklarenki ale teraz jest jeszcze za wcześnie bo nie ma tam ogrzewania. Tymczasem dokarmiam sikorki na balkonie. Mają nowy zadaszony karmnik, do którego chętnie przylatują  po pestki słonecznika.

Rośliny zimujące na balkonie chyba mają się dobrze. Przykryte agrowłókniną i śniegową kołderką jeszcze śpią. Kobea już przemarzła ale niestety taka jej dola. Po odpuszczeniu mrozu zdejmę ją z kratki. No i cóż, czekam z utęsknieniem na wiosnę doglądając cytrusy i tępiąc przędziorki. Nie wszystkie roślinki zimują tak dobrze jakbym chciała. Wiem już na pewno, że nie służą cytrusom pałeczki Bayera na szkodniki – liście opadały jak w czasie jesiennej burzy podczas gdy przędziorki pasły się w najlepsze. Wczoraj wytoczyłam najcięższe działo, zastosowałam mieszankę chemiczną do oprysku Talstar + Nissorun po tygodniu spróbuję Magusa. Ale w tym roku muszę zaopatrzyć się w dobroczynka. Przędziorek bardzo nadwyręża kondycję roślin więc w tym roku bez względu na koszty muszę zastosować tego pożytecznego pajęczaka. No ale dopiero latem.

Zdjęcia przedstawiają moje balkony w grudniu 2013 kiedy to spadł śnieg pierwszy raz.

Przędziorki

Czy ktoś kto kocha cytrusy musi pokochać przędziorki? Przędziorki bardzo by tego chciały bo bardzo kochają cytrusy. Jednak gdy chcemy cieszyć się pięknymi zdrowymi okazami musimy rozerwać to błędne koło i zrobić wszystko by pozbyć się nieproszonych gości lub zminimalizować ich występowanie.

Okres zimowy jest bardzo dobry dla rozwoju tego szkodnika bo w mieszkaniach jest ciepło i sucho. Gdy na roślinie zostanie chociaż jedno jajeczko po lecie to zimą będziemy mieć istną kolonię. Te małe czerwone pajączki wysysają soki z rośliny, liście są blade i przy zmasowanym ataku roślina umiera. Natomiast gdy roślina przeżyje to zmiany na liściach jakie czynią przędziorki nie są odwracalne. Liście są pokryte żółtawymi punkcikami i już nigdy nie będą zielone. Zwalczanie jest bardzo trudne, ponieważ przędziorki są malutkie, jajeczka jeszcze mniejsze i na dodatek siedzą w każdym zakamarku rośliny. Przeważnie lubią żerować pod spodem liścia oraz w miejscach w których z łodygi wyrasta liść. Przędziorki uwielbiają młode listki. Z reguły dowiadujemy się o ich bytności gdy zauważymy na roślince pajęczynkę. Wtedy musimy przystąpić do ataku by ulżyć roślinom w cierpieniu.

Przędziorki nie lubią wilgoci, więc gdy jest ich mało to wystarczy przetrzeć listki i zrobić prysznic wodny ale gdy jest ich więcej to bez środków chemicznych raczej się nie obędzie. Stosowałam różne środki chemiczne z różnym skutkiem. Czasami udało mi się wytępić je całkowicie ale gdy kupiłam następnego  cytrusa znowu się pojawiały. Przędziorki przechodzą z rośliny na roślinę, więc gdy chcemy być skuteczni musimy naszą akcją objąć wszystkie rośliny. Obecnie stosuję preparaty olejowe, które zatykają wszystkie pory przędziorkowi przez co się dusi. Dodatkowym plusem jest to, że te preparaty nie śmierdzą  jak w przypadku środków chemicznych. Niestety procedurę z tępieniem przędziorka trzeba powtarzać.

Jakiś czas temu na moich roślinkach odkryłam taką przędziorkową kolonię, którą pokazuję ku przestrodze.