Zima zła

Rok temu o tej samej porze też leżał śnieg na dworze. Miałam cichą nadzieję, że zima już nie nadejdzie w tym roku.  Jedynym plusem jest to,  że dzień robi się coraz dłuższy a biel śniegu odbija światło słoneczne przez co cytrusy mają jaśniej. Jeszcze niedawno termometr zewnętrzny wskazywał w ciągu dnia plus 10 stopni, zrobiło się całkiem wiosennie i już zaczęłam planować sianie kwiatków jednorocznych. W pracy mam takie fajne słoneczne miejsce na poddaszu, gdzie mogłabym ustawić szklarenki ale teraz jest jeszcze za wcześnie bo nie ma tam ogrzewania. Tymczasem dokarmiam sikorki na balkonie. Mają nowy zadaszony karmnik, do którego chętnie przylatują  po pestki słonecznika.

Rośliny zimujące na balkonie chyba mają się dobrze. Przykryte agrowłókniną i śniegową kołderką jeszcze śpią. Kobea już przemarzła ale niestety taka jej dola. Po odpuszczeniu mrozu zdejmę ją z kratki. No i cóż, czekam z utęsknieniem na wiosnę doglądając cytrusy i tępiąc przędziorki. Nie wszystkie roślinki zimują tak dobrze jakbym chciała. Wiem już na pewno, że nie służą cytrusom pałeczki Bayera na szkodniki ? liście opadały jak w czasie jesiennej burzy podczas gdy przędziorki pasły się w najlepsze. Wczoraj wytoczyłam najcięższe działo, zastosowałam mieszankę chemiczną do oprysku Talstar + Nissorun po tygodniu spróbuję Magusa. Ale w tym roku muszę zaopatrzyć się w dobroczynka. Przędziorek bardzo nadwyręża kondycję roślin więc w tym roku bez względu na koszty muszę zastosować tego pożytecznego pajęczaka. No ale dopiero latem.

Zdjęcia przedstawiają moje balkony w grudniu 2013 kiedy to spadł śnieg pierwszy raz.

Jesienne przyjemności

 Dzisiaj była w miarę dobra pogoda na prace balkonowe. Nie było za zimno i spokojnie można było pogrzebać w donicach  bez nabawienia się kataru. Ubrana w ciepły polar dosyć szybko obskoczyłam swoje dwa balkony. A co miałam do roboty? Otóż:

  1. Wnieść do domu jeszcze przebywające na  dworze bugenwillę, figę i oliwkę
  2. Wykopać przekwitnięte rośliny
  3. Wykopać bulwy begonii
  4. Przesadzić różę
  5. Posadzić cebulki wiosennych kwiatów
  6. Zebrać jagody goi

To co zamierzałam zrobić udało mi się w 100%. Bardzo się cieszę, że w końcu znalazłam czas na posadzenie cebulek. Jakiś czas temu kupiłam czosnki żółte i fioletowe, szafirki, narcyzy i tulipany. Obsadziłam nimi donice na obydwu balkonach i donicę z drzewkiem nashi. Ciekawe czy cebulki przetrwają zimę i jaki będzie efekt tego sadzenia. W każdym razie jak coś wyrośnie na wiosnę to powrócę do tematu. Ale zanim wkopałam cebulowe to musiałam wykopać begonie. Szkoda było mi trochę, ponieważ niektóre jeszcze kwitły. Chcąc zachować bulwy na przyszły rok trzeba było wykazać się zdecydowaniem i szybkim ruchem łopatki uciachać zielone części a bulwy odstawić do wyschnięcia. W przyszłym roku posadzę je wszystkie razem w skrzynkach balkonowych. Mają pełne kwiaty więc będą ładnie zdobiły mój mniejszy balkon.

Punkt czwarty mojej listy zadań to przesadzenie róży. W tym roku wyleczyłam się całkowicie z chęci posiadania róży. Ta, którą kupiłam nawet ładnie rosła ale za bardzo przyciągała mszyce i przędziorki. Częste opryski niszczyły liście powojników więc postanowiłam, że róża będzie stała sobie w oddzielnej donicy w drugim kącie balkonu. Tak też się stało. Miałam trudności z wyciągnięciem jej z ziemi bo korzenie trochę się rozrosły ale przynajmniej teraz powojniki będą miały więcej miejsca. Muszę zaopatrzyć się w agrowłókninę by zabezpieczyć różę na zimę bo mimo, że nie polubiłam jej za bardzo  to szkoda by zmarzła. Zresztą powinnam także pomyśleć nad zabezpieczeniem mojej jagody amerykańskiej bo jest posadzona w plastikowej donicy, która zapewne nie uchroni korzeni przed mrozem.

Ostatni punkt moich prac ogrodniczych to owocobranie. Dzisiaj pozrywałam jagody goi, które od kilku tygodni zdobiły krzaczek. Wszystkie liście już opadły i pozostały same czerwone kuleczki. Ale o moich krzaczkach goi napiszę później jak ususzę moje zbiory.

Poza tym dojrzałam w gąszczu kobei jeszcze kwitnący fioletowy powojnik a i kobea nie pozostała gorsza i też pokazała kwiatek w całej okazałości ? to ostatnie wspomnienie lata. Natomiast do zimy przygotowuje się drzewko nashi i winobluszcz pięcioklapowy, który ukorzeniłam w tym roku. Wystarczyły tylko trzy dni by liście przybrały jesienne barwy.

Bardzo przyjemnie i pożytecznie dzisiaj spędziłam czas na moich balkonach tym bardziej, że dodatkowo mogłam podziwiać pięknie wybarwione liście drzew, które rosną w pobliżu. Mimo, że mam ładne widoki za oknem to i tak jesieni nie lubię.  I to właśnie skusiło mnie, by trochę odczarować ten chłodny czas  i chociaż przez chwilę popracować z myślą o wiosennych rabatkach.

Przędziorki

Czy ktoś kto kocha cytrusy musi pokochać przędziorki? Przędziorki bardzo by tego chciały bo bardzo kochają cytrusy. Jednak gdy chcemy cieszyć się pięknymi zdrowymi okazami musimy rozerwać to błędne koło i zrobić wszystko by pozbyć się nieproszonych gości lub zminimalizować ich występowanie.

Okres zimowy jest bardzo dobry dla rozwoju tego szkodnika bo w mieszkaniach jest ciepło i sucho. Gdy na roślinie zostanie chociaż jedno jajeczko po lecie to zimą będziemy mieć istną kolonię. Te małe czerwone pajączki wysysają soki z rośliny, liście są blade i przy zmasowanym ataku roślina umiera. Natomiast gdy roślina przeżyje to zmiany na liściach jakie czynią przędziorki nie są odwracalne. Liście są pokryte żółtawymi punkcikami i już nigdy nie będą zielone. Zwalczanie jest bardzo trudne, ponieważ przędziorki są malutkie, jajeczka jeszcze mniejsze i na dodatek siedzą w każdym zakamarku rośliny. Przeważnie lubią żerować pod spodem liścia oraz w miejscach w których z łodygi wyrasta liść. Przędziorki uwielbiają młode listki. Z reguły dowiadujemy się o ich bytności gdy zauważymy na roślince pajęczynkę. Wtedy musimy przystąpić do ataku by ulżyć roślinom w cierpieniu.

Przędziorki nie lubią wilgoci, więc gdy jest ich mało to wystarczy przetrzeć listki i zrobić prysznic wodny ale gdy jest ich więcej to bez środków chemicznych raczej się nie obędzie. Stosowałam różne środki chemiczne z różnym skutkiem. Czasami udało mi się wytępić je całkowicie ale gdy kupiłam następnego  cytrusa znowu się pojawiały. Przędziorki przechodzą z rośliny na roślinę, więc gdy chcemy być skuteczni musimy naszą akcją objąć wszystkie rośliny. Obecnie stosuję preparaty olejowe, które zatykają wszystkie pory przędziorkowi przez co się dusi. Dodatkowym plusem jest to, że te preparaty nie śmierdzą  jak w przypadku środków chemicznych. Niestety procedurę z tępieniem przędziorka trzeba powtarzać.

Jakiś czas temu na moich roślinkach odkryłam taką przędziorkową kolonię, którą pokazuję ku przestrodze.