Jagody Goi

Krzaczki jagody goi kupiłam w czerwcu w popularnym markecie, w którym często robię zakupy.

Jeden krzaczek to kolcowój chiński Lycium chinensis a drugi to Lycium barbarum -kolcowój pospolity, zwany też szkarłatnym. Oczywiście chyba tak jak każdy słyszałam o cudownych właściwościach tych jagód ale żeby się czegoś więcej dowiedzieć zaczęłam szukać informacji w necie. Moje zdziwienie było bardzo wielkie gdy znalazłam zupełnie sprzeczne informacje. Po pierwsze, że chiński to jest właśnie ten zdrowy natomiast ten zwyczajny jest tak zwyczajny jak zwykły chwast i na dodatek jest trujący. Jagody trzeba  strząsać z krzaczka  nie zrywać, bo tylko wtedy są dojrzałe natomiast zielone i niedojrzałe są ponoć trujące tak samo jak ich liście, że nawet zwierzęta nie chcą ich jeść.  Podobno nie przeprowadzono żadnych badań potwierdzających cudowne właściwości jagód, wiadomo tylko, że ma bardzo dużo witaminy c i z powodu posiadania koloru czerwonego ma cechy antyoksydacyjne.

Ale spotkałam również opinie, że to najzdrowsze pożywienie na świecie, bogate w całe mnóstwo składników odżywczych, witamin i minerałów. Wzmacniają układ odpornościowy, spowalniają proces starzenia, wzmacniają stawy, poprawiają wzrok, witalność, regulują ciśnienie krwi i wiele innych pozytywów. No i co tu zrobić gdy człowiek naczytał się tego wszystkiego a przede wszystkim, że trujące gdy na balkonie stoją już dwa zakupione krzaczki. Pomyślałam, że skoro poważny polski producent sadzonek zaopatruje rośliny w etykietę ze znaczkiem krzyżyka i napisem „lecznicze” to muszą być dopuszczone do obrotu handlowego z myślą, że będą przez ludzi spożywane. Tak więc posadziłam moje krzaczki do glinianych donic, podlewałam i czekałam co będzie się działo.

Jeśli chodzi o uprawę roślin to wyczytałam, że kolcowój pospolity  jest bardzo łatwy w uprawie i wcale nie jest wymagający. Jest mrozoodporny. Natomiast chińska wersja jest bardziej wrażliwa na choroby. I to okazało się prawdą bo Lycium barbarum bardzo ładnie rosło i co najważniejsze już w miesiąc od zakupu zaowocowało natomiast Lycium chinensis rosło słabiej i „coś” zaatakowało listki, na których zrobiły się plamki i nie zdążyło zakwitnąć w tym roku.

Tak więc kolcowój pospolity zakwitł fioletowymi kwiatkami, które  zwabiały sporą ilość owadów oso podobnych. Niedługo pojawiły się zielone owocki, które pomału rosły przybierając czerwony kolor. Wiedziałam już, że jagódki muszą długo powisieć by dojrzeć by nie były trujące więc nie zrywałam ich nawet gdy spadły wszystkie liście. (Zauważyłam różnicę między odmianami, że barbarum szybko zgubiło liście a na chinensis jeszcze wiszą). Dopiero tydzień temu jagódki zostały obcięte razem z ogonkami i mogłam spróbować świeżo zerwanych owocków prosto z krzaczka. Były bardzo smaczne i słodkie.  Czytałam opinie, że duża ilość zjedzonych owoców na raz może wywoływać różne sensacje więc postanowiłam nie ryzykować i  ususzyć w piekarniku moje zbiory by starczyły na dłużej. Mimo, że nie były zbyt obfite to w przyszłym roku muszę zakupić suszarkę do owoców bo w piekarniku bardzo długo to trwa. W każdym razie podjadam sobie teraz po kilka jagódek dziennie. Mój stan zdrowia się nie pogorszył więc trujące z całą pewnością nie są. Zresztą nie spodziewam się żadnych rewelacji natomiast mam ogromną satysfakcję, że moje jagody goi są wolne od konserwantów i są wyhodowane na moim balkonie. Więc nie tylko doliny i wzgórza Tybetu, Nepalu czy Chin to miejsca, gdzie rośnie mała czerwona jagoda.