Już sierpień…

Pierwszy dzień mojego urlopu przywitał mnie zdecydowanie chłodniejszą pogodą. Wczoraj zrobiłam wieczorny obchód moich balkonów i stwierdziłam, że pomału zbliża się czas zbiorów. Pomidory dojrzewają sukcesywnie. Już dwa owocki zrobiły się zupełnie czerwone i zostały zjedzone. Były bardzo smaczne i słodkie i pachniały prawdziwymi pomidorami. Myślałam, że wszystkie dojrzeją w jednym czasie i będę zrywała je kiściami a tu zaskoczenie, bo na krzaczkach pozostało jeszcze sporo zielonych kulek. Tak więc degustacja będzie trwała jeszcze jakiś czas. Na fasoli ozdobnej pojawiły się strąki. Niektóre z nich są bardzo długie i zwisają na zewnątrz po drugiej stronie kratki balkonowej. Muszę być czujna i w odpowiednim czasie je zerwać by nie spadły do ogródka sąsiadów. Dosyć dużo będzie tych fasolek, przynajmniej nie będę kupowała nowego opakowania na wiosnę. Powolutku zbliża się także czas zbierania nasion aksamitek. Niektóre kwiaty już uschły, czekam aż się dokładnie wysuszą. W tym roku muszę je dokładnie opisać bo mam trzy rodzaje aksamitek: żółtą rozgałęzioną niską, pomarańczową pojedynczą i wysoką. Poza tym zaczęła kwitnąć jagoda goi więc niedługo też pojawią się owocki. Na razie krzaczek zdobią pojedyncze fioletowe kwiatki. Zauważyłam także, że powojnik na białym balkonie przestał kwitnąć. Zmartwiłam się trochę, bo przecież rozpoczęłam dopiero swój urlop. Ale najważniejsze by nie padało bo dzisiaj kupiłam szarą farbę do drewnianych donic. Będę malowała je na balkonie gdy pogoda pozwoli. I jeszcze wymyśliłam fajną rzecz a mianowicie podlewanie kropelkowe. Przez letnie upały nie zawsze zdążyłam podlać rośliny odpowiednią ilością wody co powodowało, że wieczorami kwiatki były mocno klapnięte a liście pożółknięte i popalone. Dodatkowo, kilka razy w miesiącu wyjeżdżałam służbowo i nie mogłam codziennie kontrolować stanu moich balkonów. Po przyjeździe, gdy chciałam nadrobić zaległości, ziemia była tak sucha, że woda ciurkiem przelatywała przez skrzynkę na parapet co groziło zalaniem sąsiadów. W związku z tym problemem postanowiłam wymyślić jakiś system, który by mnie wspomógł w regularnym podlewaniu. Niestety nie mam na balkonach wyprowadzonej wody, więc podlewanie za pomocą elektrycznego programatora odpadło. Pozostał mi system grawitacyjny. Na portalu aukcyjnym znalazłam fajny i tani zestaw z 10 litrowym workiem na wodę, do którego podłącza się cienki gumowy wąż. Do węża przypina się kroplowniki, z których wypływa woda wprost do skrzynek z kwiatami. Byłabym zadowolona z zakupu w 100%, gdyby te kroplowniki były szczelne. A tak, mimo że są regulowane to woda czasami ucieka bokiem, przez co trudno jest ustawić właściwy przepływ wody. Ale jeśli kupiło się coś za parę złotych to trudno oczekiwać cudów. Postanowiłam zakupić profesjonalne kroplowniki w markecie budowlanym. Znalazłam bardzo fajne firmy claber, które też są regulowane. I teraz jest super. Kroplowniki pasują do rurki i świetnie działają, nic nie wycieka bokiem. W końcu jestem usatysfakcjonowana. Zresztą, gdybym wcześniej odwiedziła market to bym wiedziała, że można samemu zbudować sobie taki system kroplujący za naprawdę niewielkie pieniądze. Teraz poproszę tylko dużo słońca.