Smakowanie finger limetty

W końcu dostąpiłam zaszczytu posmakowania owoców fingerlimetty.  Jakiś czas temu spadły z drzewka trzy paluszki. Skórka owocków była prawie żółta ale ze względu na zielone prześwity postanowiłam, że zanim je skosztuję poleżakują kilka dni i całkowicie dojrzeją. Byłam bardzo ciekawa jak smakują, bo nigdy wcześniej nie miałam okazji ich próbować a wszystko co wiedziałam na ten temat przeczytałam w Internecie.

Bardzo chciałam podzielić  się wrażeniami z degustacji tak więc moja rodzinka musiała obowiązkowo poznać smak tego niespotykanego w sklepach owocu. Zresztą świadoma posiadania takiego nieprzeciętnego cytrusa jestem upierdliwa aż do bólu, bo wszystkim znajomym, którzy nas odwiedzają, obowiązkowo pokazuję limetę i chwalę się swoimi plonami. Żartuję, że takiej roślinki w życiu nie widzieli na własne oczy i że mogą zobaczyć ją albo u mnie albo muszą pojechać do Australii.

Limetta owoc została przekrojona na pół. Skórka owocu była cieniutka. Miąższ składał się z 6 segmentów. Pestki były dwie. Byłam przygotowana na to, że po przekrojeniu owocu miąższ będzie samoistnie wydobywał się ze skórki- tak jak widziałam to na różnych filmikach na youtube. Ale nic takiego nie nastąpiło, może dlatego, że owoc nie został przekrojony od razu po spadnięciu tylko kilka dni dojrzewał i ciśnienie wewnątrz owocu zdążyło się ustabilizować.  Dopiero gdy ścisnęłam limettę to miąższ zaczął się wysypywać. Wyglądało to tak, jakbym z jakiejś sakiewki wysypywała przezroczyste koraliki. Ciekawe jest to, że wcale nie wyciekał sok tak jak w przypadku wyciskania cytryny. Jeśli chodzi o smak, to limetta  jest o wiele  bardziej kwaśna niż cytryna. Cała kwaskowatość uwalnia się po rozgryzieniu tych wypełnionych kwaśnym sokiem pęcherzyków. Ale wcale nie trzeba ich jeść bezpośrednio. Kuleczki miąższu można wrzucić do gorącej herbaty. Wtedy pod wpływem gorąca smak limetty uwalnia się sam. Ja potraktowałam swoje owocki jak zwykłą cytrynę i kroiłam ją w plasterki.

Ktoś może powiedzieć, że to profanacja, bo to ponoć doskonały dodatek do drinków a ja tylko przy herbatce zostałam J. Ale na to również przyjdzie czas, bo na moim drzewku pozostały jeszcze dwa owocki, które są na razie zupełnie zielone. Więc mam jeszcze chwilę na poszukanie jakiegoś dobrego przepisu.

Australian finger limette

Australijską finger limettę kupiłam w kwietniu 2011r. poprzez niemiecki portal zakupowy. Jest bardzo wdzięcznym cytrusem, nie choruje, nie gubi liści na zimę. Przynajmniej mój egzemplarz tak ma. Nigdy wcześniej nie miałam do czynienia z finger limettą, więc nie wiem czy jest to taki odporny gatunek czy trafił mi się wyjątkowo zdrowy okaz.

Zapragnęłam mieć ten rodzaj cytrusa ze względu na oryginalne owoce, które bardzo mi się spodobały gdy oglądałam zdjęcia fingerlimy w necie. Na pierwszy rzut oka wcale nie przypominają owoców cytrusowych, ponieważ są podłużne. Wyczytałam także , że owoce tej limy są bardzo cenione w kuchni jako dodatek m.in. do deserów ale nie tylko i nazywane kawiorem wśród cytrusów bo po przełamaniu dojrzałego owocu wysypują się z niego kuleczki miąższu wyglądające podobnie jak kawior. Mam nadzieję, że niedługo przekonam się osobiście jak to wygląda w rzeczywistości.  Liście limy również są inne niż u cytryny bo są malutkie a łodygi cierniste.

Niedługo po otrzymaniu mojego nabytku bo już po 6 dniach na limie pojawiły się pierwsze pączki kwiatowe. Lima zakwitała i zawiązywała owocki kilkakrotnie. Jednak moja radość nie trwała długo, ponieważ owocki dorastały tylko do  długości ok. 0,5 cm i zawiązki odpadały. Nie miałam pojęcia dlaczego tak się działo bo roślinie nic nie dolegało.

Dopiero latem 2012 los się odmienił – myślę, że za sprawą zmiany miejsca letniskowania.  Od tego lata moje cytruski przebywały na otwartym balkonie i zauważyłam, że bezpośrednie słońce, wiatr a nawet ulewne deszcze powodowały, że lima o wiele lepiej zaczęła się rozwijać. Zresztą tak jak pozostałe moje cytrusy  bardziej polubiła lato na otwartym balkonie niż na zabudowanym, gdzie panowały cieplarniane warunki.

Tak więc gdy cytrus zakwitł to zawiązały się trzy owocki. Gdy przekroczyły granicę długości 0,5 cm zaczęłam się im bardziej przyglądać. Z wielkim zaciekawieniem obserwowałam wzrost moich „ogóreczków”- bo wygląd owocków bardzo mi je przypominał.  Owocki rosły przez całe lato i na koniec września osiągnęły 5 cm długości.

Gdy wniosłam limę do mieszkania kończąc okres letniskowania to zakwitła ponownie i zawiązała następne dwa owocki, które rosły w bardzo szybkim tempie. Tak więc przez całą jesień na mojej limie rosło pięć zielonych ogóreczków albo paluszków ( bo nazwa na to wskazuje).  Obecnie te ostatnie dwa owocki są już  prawie tak duże jak te pierwsze, które dorosły już do 10 cm. W naturze owoce limy dorastają do 12 cm więc jestem dumna z tak dobrego wyniku i mogę liczyć, że moje owocki jeszcze podrosną.

Oglądając zdjęcia owoców limy w Internecie zauważyłam też, że owoce przybierają różne kolory, od zielonego poprzez żółty, czerwony, bordowy, fioletowy do brązowego i czarnego. U mojej limy owocki od początku były zielone ale teraz  zaczynają zmieniać kolor na żółty. Jestem bardzo ciekawa jaki będzie ostateczny ich  kolor.  Sama się zastanawiam czy  kolor owocu zależy od gatunku rośliny czy od stadium dojrzałości owocu  tak jak u cytryny czy pomarańczy. Mam nadzieję, że paluszki powiszą na limie przynajmniej do wiosny i wyjaśni się sprawa z kolorami. Bardzo jestem ciekawa jak to będzie wyglądało.

Rok 2012 kończę prezentacją australijskiej finger limetty/limy , której uprawa przyniosła mi w tym roku najwięcej satysfakcji.

Galeria z okresu kwiecień 2011- grudzień 2012