Rozmnażanie powojnika

Dzisiaj postanowiłam zrobić sadzonki z klematisa. Najpierw przejrzałam cały Internet w zdobyciu informacji na ten temat. Okazało się, że jest wiele zapytań o sposób rozmnażania powojników i wcale nie jest to takie oczywiste. Dowiedziałam się, że najlepiej jest zrobić sadzonki jednopędowe. Kawałki pędów do ukorzenienia ucina się między węzłami, natomiast od góry tnie się tuż nad liśćmi.

Najlepszym okresem do rozmnażania jest maj- czerwiec, wtedy ukorzeniamy sadzonki zielne ale możemy także to zrobić w sierpniu- wrześniu i wtedy należy uciąć sadzonki półzdrewniałe. Jak już mamy przygotowane odpowiednie gałązki to zanurzamy je w ukorzeniaczu i sadzimy do doniczek wypełnionych torfem i piaskiem. Dalej postępujemy tak jak ze wszystkimi sadzonkami czyli zapewniamy ciepło i wilgotno. Od czasu do czasu spryskujemy środkiem grzybobójczym. Wyczytałam także, że niektórzy przygotowują sadzonki dwuliściowe a inni jednoliściowe. Okazuje się, że sposób sadzenia może być także dwojaki. Można sadzić na wprost na całą głębokość sadzonki do samego węzła a także w przypadku sadzonek z jednym liściem na ukos by ten liść wystawał pionowo.

Znalazłam jeszcze taką informację, że na wysokości ok. 2 cm dolnego pędu należy wyciąć obrączkę ze skórki – tak jak przy rozmnażaniu sposobem odkładu powietrznego. To miejsce potraktowane ukorzeniaczem ma zwiększyć szanse na pojawienie się korzonków.

Ja dołożę jeszcze coś od siebie w tej materii. Zaraz po przygotowaniu sadzonek włożyłam je do roztworu z preparatu „brunatne bio złoto” na 3 godziny by się napiły. Preparat ten już przetestowałam i potwierdzam, że bardzo wspomaga przy ukorzenianiu. Torfu nie posiadam więc sadzonki powędrowały do ziemi kwiatowej wymieszanej z perlitem. Mam 9 sadzonek. 5 posadziłam w pionie natomiast pozostałe 4 zostały posadzone na ukos z jednym wystającym listkiem. Zobaczymy jaki będzie wynik.

Już sierpień…

Pierwszy dzień mojego urlopu przywitał mnie zdecydowanie chłodniejszą pogodą. Wczoraj zrobiłam wieczorny obchód moich balkonów i stwierdziłam, że pomału zbliża się czas zbiorów. Pomidory dojrzewają sukcesywnie. Już dwa owocki zrobiły się zupełnie czerwone i zostały zjedzone. Były bardzo smaczne i słodkie i pachniały prawdziwymi pomidorami. Myślałam, że wszystkie dojrzeją w jednym czasie i będę zrywała je kiściami a tu zaskoczenie, bo na krzaczkach pozostało jeszcze sporo zielonych kulek. Tak więc degustacja będzie trwała jeszcze jakiś czas. Na fasoli ozdobnej pojawiły się strąki. Niektóre z nich są bardzo długie i zwisają na zewnątrz po drugiej stronie kratki balkonowej. Muszę być czujna i w odpowiednim czasie je zerwać by nie spadły do ogródka sąsiadów. Dosyć dużo będzie tych fasolek, przynajmniej nie będę kupowała nowego opakowania na wiosnę. Powolutku zbliża się także czas zbierania nasion aksamitek. Niektóre kwiaty już uschły, czekam aż się dokładnie wysuszą. W tym roku muszę je dokładnie opisać bo mam trzy rodzaje aksamitek: żółtą rozgałęzioną niską, pomarańczową pojedynczą i wysoką. Poza tym zaczęła kwitnąć jagoda goi więc niedługo też pojawią się owocki. Na razie krzaczek zdobią pojedyncze fioletowe kwiatki. Zauważyłam także, że powojnik na białym balkonie przestał kwitnąć. Zmartwiłam się trochę, bo przecież rozpoczęłam dopiero swój urlop. Ale najważniejsze by nie padało bo dzisiaj kupiłam szarą farbę do drewnianych donic. Będę malowała je na balkonie gdy pogoda pozwoli. I jeszcze wymyśliłam fajną rzecz a mianowicie podlewanie kropelkowe. Przez letnie upały nie zawsze zdążyłam podlać rośliny odpowiednią ilością wody co powodowało, że wieczorami kwiatki były mocno klapnięte a liście pożółknięte i popalone. Dodatkowo, kilka razy w miesiącu wyjeżdżałam służbowo i nie mogłam codziennie kontrolować stanu moich balkonów. Po przyjeździe, gdy chciałam nadrobić zaległości, ziemia była tak sucha, że woda ciurkiem przelatywała przez skrzynkę na parapet co groziło zalaniem sąsiadów. W związku z tym problemem postanowiłam wymyślić jakiś system, który by mnie wspomógł w regularnym podlewaniu. Niestety nie mam na balkonach wyprowadzonej wody, więc podlewanie za pomocą elektrycznego programatora odpadło. Pozostał mi system grawitacyjny. Na portalu aukcyjnym znalazłam fajny i tani zestaw z 10 litrowym workiem na wodę, do którego podłącza się cienki gumowy wąż. Do węża przypina się kroplowniki, z których wypływa woda wprost do skrzynek z kwiatami. Byłabym zadowolona z zakupu w 100%, gdyby te kroplowniki były szczelne. A tak, mimo że są regulowane to woda czasami ucieka bokiem, przez co trudno jest ustawić właściwy przepływ wody. Ale jeśli kupiło się coś za parę złotych to trudno oczekiwać cudów. Postanowiłam zakupić profesjonalne kroplowniki w markecie budowlanym. Znalazłam bardzo fajne firmy claber, które też są regulowane. I teraz jest super. Kroplowniki pasują do rurki i świetnie działają, nic nie wycieka bokiem. W końcu jestem usatysfakcjonowana. Zresztą, gdybym wcześniej odwiedziła market to bym wiedziała, że można samemu zbudować sobie taki system kroplujący za naprawdę niewielkie pieniądze. Teraz poproszę tylko dużo słońca.

Ostatnie nowości w tym roku

W końcu mogę uczciwie powiedzieć sama przed sobą, że obecnie nie potrzebuję już żadnej rośliny na mój balkon. Teraz tylko podlewać i patrzeć jak wszystko rośnie. W zeszłym tygodniu dokonałam ostatnich zakupów moich chciejstw. Będąc na początku lipca w delegacji zobaczyłam przed budynkiem głównej siedziby mojej firmy rosnący krzew surmii. Bardzo spodobały mi się olbrzymie liście i piękne kwiaty, które są bardzo podobne do kwiatów storczyka. Stwierdziłam, że taka roślina idealnie pasowałaby na mój balkon i postanowiłam ją mieć. Poza tym już od jakiegoś czasu zastanawiałam się nad zakupem drzewka brzoskwini. Gdy zobaczyłam w sklepie internetowym, że dostępne są i surmia i brzoskwinia to zdecydowałam się na zakup obydwu drzewek. Ponadto kupiłam bardzo fajne drewniane donice. Chcę je zastąpić obecnie używanymi plastikowymi. W tym roku wszystkie powojniki, które zimowały w plastikowej donicy niestety przemarzły i postanowiłam, że jesienią moje nowe pnącza przesadzę do drewnianych donic. Zostaną dodatkowo ocieplone styropianem i na pewno żadna roślinka już nie przemarznie. Malowanie donic zostawiłam sobie na sierpień bo wtedy będę miała urlop. Planuję jeszcze dokupić kółka by łatwiej móc je przesuwać, bo gdy będą wypełnione ziemią to będą naprawdę ciężkie. I to koniec roślinkowych zakupów w tym roku. Teraz tylko oglądam to co rośnie na moim balkonie  a z powodu afrykańskich upałów podlewam, podlewam, podlewam.