Cytryna Lunario

 

Pierwsze zdjęcie, które zachowało się na moim komputerze było zrobione 10 października 2009r. Czyli mam ją prawie 4 lata i jest to mój najstarszy cytrus mimo, że moje zainteresowanie cytrusami trwa od 2007r. Generalnie moją przygodę z cytrusami dzielę na czas przed zimą 2009/2010 i po.  Ale śmiało mogę powiedzieć, że od tamtego czasu nabrałam większej wprawy i doświadczenia w uprawie roślin. Szczególnie po wyciągnięciu wniosków z mojego największego błędu, który popełniłam ze zwykłej głupoty i niewiedzy (zamroziłam prawie całą swoją kolekcję na balkonie).

Cytryna lunario bo o niej mowa jest genialnym cytrusem. Nie choruje, często kwitnie i produkuje ładne cytrynki. Mimo, że bardzo lubią ją przędziorki dzielnie znosi uciążliwości związane z moją walką z tymi nieproszonymi gośćmi. W tym roku lekko ją przycięłam żeby się zagęściła bo od samego początku miała długie i dosyć cienkie gałęzie, które wymagały podpory z kijków bambusowych. W swoim życiu u mnie nie zawsze wyglądała pięknie. I nie zawsze dbałam o nią jak należy. Najgorszy był czas zimowy w okresie kiedy mieszkałam w 34 m kwadratowych. Roślinki ściśnięte były na okiennych parapetach bo każdej musiałam zapewnić jak najwięcej światła. Jedyną zaletą było to, że z powodu zabudowanego balkonu zimowanie rozpoczynałam w październiku, natomiast na nowym mieszkaniu już we wrześniu  muszę przenosić rośliny do mieszkania. Już ostatniej nocy temperatura na dworze wyniosła tylko 9 stopni. Dobrze chociaż, że dni są jeszcze słoneczne i ciepłe. Obecnie cytryna stoi w żeliwnym ogrodowym stojaku na balkonie i nigdy wcześniej tak ładnie nie wyglądała. To ewidentnie zasługa świeżego powietrza.  Ładnie się zagęściła. Przywiązałam ją rafią do barierki bo już zdarzyło się, że  przez silny wiatr „fiknęła koziołka”. Na szczęście nic złego się nie stało oprócz wysypanej ziemi.

Wydawało by się, że to taka zwykła cytryna a  dla mnie niezwykła.

Mandarynka Clementynka Marisol

 

Mandarynkę otrzymałam od mojej drugiej forumowej koleżanki Teresy. Jest to szczepiona roślinka i póki co bardzo ładnie rośnie chociaż powoli. Nie przesadzałam jej jeszcze do nowej ziemi bo wydaje mi się, że ma dobrą. Ma piękne lancetowate listki właśnie przypisane mandarynkom. Zeszłej zimy opadło troszkę listków ale na szczęście udało mi się opanować sytuację. Mam nadzieję, że nadal roślinka będzie dobrze rosła i za kilka lat doczekam się słodziutkich mandarynek na drzewku.

 

Figa

Na owoce figowe czekam od 2010r. myślałam, że doczekam się owocków od zakupionej roślinki  w pewnym markecie ale bez skutku. Urosła wielka ale owocować nie miała zamiaru. W tym roku zimą postawiłam ją na klatce schodowej i niestety zmarniała. Nie wiem co było przyczyną jej obumarcia. Postanowiłam sama zasadzić figę z pestek wydłubanych z kupionego owocu ale na owoce też poczekam sobie pewnie parę latek. W doniczce rośnie 7 fig i są niezniszczalne. Korzenie mocno się  splątały i nie ma szans na ich rozdzielenie. Zobaczymy co z nich wyrośnie.  W tym roku otrzymałam od swojej forumowej koleżanki Krysi zraziki fig, które u niej pięknie owocują. Ukorzeniłam je w ziemi i ładnie zaczęły wypuszczać listki a niedawno jedna z nich wyprodukowała malutką figę. Zdaję sobie sprawę, że moja sadzonka jest jeszcze malutka i na dojrzały owoc nie mam co liczyć w tym roku ale jestem i tak przeszczęśliwa, że w ogóle pojawił się owocek. Jestem bardzo ciekawa jak duży urośnie.

Moje wszystkie figi: