Przędziorki

Czy ktoś kto kocha cytrusy musi pokochać przędziorki? Przędziorki bardzo by tego chciały bo bardzo kochają cytrusy. Jednak gdy chcemy cieszyć się pięknymi zdrowymi okazami musimy rozerwać to błędne koło i zrobić wszystko by pozbyć się nieproszonych gości lub zminimalizować ich występowanie.

Okres zimowy jest bardzo dobry dla rozwoju tego szkodnika bo w mieszkaniach jest ciepło i sucho. Gdy na roślinie zostanie chociaż jedno jajeczko po lecie to zimą będziemy mieć istną kolonię. Te małe czerwone pajączki wysysają soki z rośliny, liście są blade i przy zmasowanym ataku roślina umiera. Natomiast gdy roślina przeżyje to zmiany na liściach jakie czynią przędziorki nie są odwracalne. Liście są pokryte żółtawymi punkcikami i już nigdy nie będą zielone. Zwalczanie jest bardzo trudne, ponieważ przędziorki są malutkie, jajeczka jeszcze mniejsze i na dodatek siedzą w każdym zakamarku rośliny. Przeważnie lubią żerować pod spodem liścia oraz w miejscach w których z łodygi wyrasta liść. Przędziorki uwielbiają młode listki. Z reguły dowiadujemy się o ich bytności gdy zauważymy na roślince pajęczynkę. Wtedy musimy przystąpić do ataku by ulżyć roślinom w cierpieniu.

Przędziorki nie lubią wilgoci, więc gdy jest ich mało to wystarczy przetrzeć listki i zrobić prysznic wodny ale gdy jest ich więcej to bez środków chemicznych raczej się nie obędzie. Stosowałam różne środki chemiczne z różnym skutkiem. Czasami udało mi się wytępić je całkowicie ale gdy kupiłam następnego  cytrusa znowu się pojawiały. Przędziorki przechodzą z rośliny na roślinę, więc gdy chcemy być skuteczni musimy naszą akcją objąć wszystkie rośliny. Obecnie stosuję preparaty olejowe, które zatykają wszystkie pory przędziorkowi przez co się dusi. Dodatkowym plusem jest to, że te preparaty nie śmierdzą  jak w przypadku środków chemicznych. Niestety procedurę z tępieniem przędziorka trzeba powtarzać.

Jakiś czas temu na moich roślinkach odkryłam taką przędziorkową kolonię, którą pokazuję ku przestrodze.

 

Sikorki

Tej zimy zaczęłam dokarmiać ptaki. We wcześniejszych latach też podejmowałam takie próby ale ze względu na to, że mieszkałam prawie w centrum miasta  żadne ptaszki nie przylatywały. Okolica była zdominowana przez gołębie a one nie miały ochoty na tłuszczową kulę.

Obecnie jest inaczej, mieszkam nieopodal lasu i na moje balkony przylatują sikorki bogatki i modraszki. Co prawda nie jest to gatunek zagrożony jednak miło jest mieć poczucie spełnienia dobrego uczynku i otrzymania nagrody w postaci możliwości obserwowania z bliska zajadających się ptaszków.

Zresztą nie tylko ja lubię na nie patrzeć ale również moje kotki, które z wielkim zainteresowaniem czają się przed szybą.

W mojej okolicy są także sójki ale widzę je tylko na drzewach.

Mam dwa karmniki, jeden zakupiony w markecie za 5zł (naprawdę) jest to plastikowa tuba, do której wsypuje się ziarno a drugi wykonałam sama czyli zrobiłam tłuszczową kulę. Kula zrobiona jest ze smalcu zmieszanego głównie  z ziarnami słonecznika  ale też z płatkami owsianymi, rodzynkami i orzechami. Wszystko zapakowane w siatkę po ziemniakach. Nawet fajnie mi wyszła i sikorki bardzo ją lubią.

Zdjęcia robione są przez szybę bo ptaszki są bardzo płochliwe i dlatego niektóre mogą być niewyraźne.