Pozimowe straty

Można by powiedzieć, że najgorsze już za roślinkami, które zimowałam na balkonie. Niestety nie wszystkie przeżyły, chociaż nie było takich mrozów jak w roku poprzednim. Najniższa temperatura jaką zanotowałam to -5 st. Już obudziły się powojniki, które zrobiły mi wielką niespodziankę bo byłam pewna, że nie wytrzymają zimna tym bardziej, że nie zostały okryte agrowłókniną. Także figa wypuszcza pierwsze listki – ta natomiast została okryta poszewką od kołdry- ciekawe czy w tym roku będą owocki. Lawenda także ładnie sobie radzi. I oczywiście gruszka chińska już obsypała się kwiatami. Nie jestem pewna natomiast co będzie z granatami. Na razie nic się z nimi nie dzieje ale koniczyna i trawa, która rosła w ziemi już odżyła. Niestety zimno nie było łagodne dla bugenwilli i murrayi. Na szczęście mam jeszcze w domu malutką z niej odszczepkę  i kilka siewek murrayi, które zostawiłam sobie na pokojowym parapecie w razie zbyt mroźnej zimy- więc gatunki nie wyginęły 
Jeśli chodzi o roślinki zimujące w domu, to całkiem niedawno padła mi średnia cytrynka, która wydała ładny owocek. Mój błąd, bo ją nieumyślnie przelałam. Zmylona pięknym słońcem, które pojawiło się w marcu i wysoką temperaturą zaczęłam częściej podlewać moje cytruski. Niestety nagła zmiana pogody i pochmurne niebo spowodowały, że moja cytrynka nie potrzebowała tak dużej ilości wody i niestety nastąpiło zamieranie pędów. Poza tym z moich małych cytrusków nie przeżyła pomarańczka chinotto. Z jednej strony żałuję bardzo, bo została mi tylko jedna sieweczka z tego gatunku, która wyrosła z wyhodowanego przeze mnie owocka tzn. pestki ale z drugiej strony trochę mnie denerwowała tym, że była bardzo kapryśna i do dnia dzisiejszego nie wiem dlaczego mi zdechła.
Mam nadzieję, że więcej strat nie będzie bo pozostałe roślinki rwą się do życia i tylko pozostał jeden problem: przędziorki.